Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Bitels z miasteczka Łódź. Mam przejechane 27868.19 kilometrów w tym 2.71 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.98 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Bitels.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 22.30km
  • Czas 01:40
  • VAVG 13.38km/h
  • VMAX 29.50km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Filipem w Łagiewnickim lesie.

Czwartek, 3 maja 2012 · dodano: 04.05.2012 | Komentarze 2

3 maja wybrałem się z Filipem tradycyjnie do Łagiewnik. Wyjechaliśmy dość późno, więc na dłuższy dystans nie mogliśmy sobie pozwolić. Filip ciągle przyzwyczaja się do nowego, większego roweru i jeździ coraz lepiej.
w przerwie na piciu trochę się nudził, więc zaczął rysować na ściółce leśnej, a tak wyobraża sobie komara

Gdy dojechaliśmy na zaplanowane miejsce (jakaś szkółka ekologiczno - edukacyjna}, pobawił się, poczytał ciekawe informacje o drzewach i zwierzętach w lesie łagiewnickim. Nawet zażyczył sobie, żebyśmy zrobili sobie sweet focię :)

Potem chciał zobaczyć ambonę, o której mu opowiadaliśmy z mamcią. Stwierdził, że była by to super baza dla niego i kolegi. Kurczę, pewnie nocowali by w niej jakby im na to pozwolić :)

Fajnie było, ale już czekamy, aż będziemy mogli wyjechać do Międzygórza.


Kategoria Z filipem


  • DST 36.00km
  • Czas 02:25
  • VAVG 14.90km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ze znajomymi na piknik rowerowy.

Wtorek, 1 maja 2012 · dodano: 02.05.2012 | Komentarze 9

Pierwszego maja namówiliśmy znajomą i jej córkę i przyszłym zięciuniem na rowerową wycieczkę nad wodę. Jechało się fajnie, ale jak dla mnie zbyt wolno i co kilkaset metrów wyprzedzałem całą grupę, aby poprawić prędkość średnią. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że wprowadzono opłatę za wstęp na teren ośrodka. Cena była powalająca - 10zł. za osobę, więc pojechaliśmy dookoła polnymi drogami, by wjechać bez żadnej opłaty.

Początkowo rozłożyliśmy się z dala od całej chmary ludzi w małej chatce stylizowanej na chatę plemion afrykańskich.



Potem ruszyliśmy do centralnego punktu ośrodka na lody. Z lodów nic nie wyszło, bo ceny były jak nad morzem.


Posiedzieliśmy, dziewczyny pogadały o swoich babskich sprawach, a ja biedny żuczek, siedziałem i słuchałem, słuchałem, uff. Aż w końcu ruszyliśmy w drogę powrotną.
Po drodze zatrzymaliśmy się na lody w małym wiejskim sklepiku.



Gdy ruszyliśmy dalej, chłopak córki naszej znajomej, zaczął narzekać na bolący tyłek, więc w końcu zacząłem skandować na cały głos: " zdejmij siodełko, zdejmij siodełko". Wszyscy ryknęli śmichem.
Ogólnie wyjazd był udany, chociaż jak dla mnie za krótki, ale nic to, 3 maja z filipem to nadrobię.


Kategoria Rodzinnie


  • DST 29.20km
  • Czas 02:20
  • VAVG 12.51km/h
  • VMAX 33.20km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Anią w lesie łagiewnickim.

Piątek, 27 kwietnia 2012 · dodano: 28.04.2012 | Komentarze 7

Wczoraj musieliśmy jechać z Ania na zebranie do straży pożarnej w Łagiewnikach, gdzie Filip chodzi na zajęcia młodocianych strażaków.
Po zebraniu zrobiliśmy sobie krótką, ale przyjemną przejażdżkę po lesie. Jak zwykle na naszych randkach powygłupialiśmy się, pośmialiśmy się. Ehh jak dobrze, że zima się skończyła.
No i wyjazd na zlot zbliża się wielkimi krokami. Super.


Kategoria Z moją Anią


  • DST 24.70km
  • Czas 01:52
  • VAVG 13.23km/h
  • VMAX 29.30km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótka wycieczka z Filipem.

Wtorek, 10 kwietnia 2012 · dodano: 10.04.2012 | Komentarze 0

Dziś Filip miał jeszcze wolne. Marudził cały dzień, że chce wyjść na rower. Dopiero po południu miałem czas, więc trza było ruszyć dupsko w uczynić syna zadowolonym. Jako, że po mieście strasznie nudno się jeździ - wybraliśmy się do Łagiewnik. Było fajnie, wreszcie cieplej i można było rozruszać gnaty.






Kategoria Z filipem


  • DST 10.50km
  • Czas 00:35
  • VAVG 18.00km/h
  • VMAX 30.20km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sprawy urzędowe, czyli to czego nie lubimy najbardziej.

Poniedziałek, 2 kwietnia 2012 · dodano: 02.04.2012 | Komentarze 0

Dziś mimo złej pogody musieliśmy jechać z Anią do urzędów. Wiatr straszny, ale lepiej rowerem niż tłuc się tramwajami i tracić czas na przystankach.


Kategoria Z moją Anią


  • DST 12.20km
  • Czas 00:57
  • VAVG 12.84km/h
  • VMAX 24.30km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Otwarcie sezonu. Przejażdżka z Anią do koleżanki na ploty.

Niedziela, 18 marca 2012 · dodano: 18.03.2012 | Komentarze 4

Nareszcie. Chociaż oboje chorzy z Anią, do tego mój bolący bark i łokieć, to jednak postanowiliśmy wybrać się na pierwszą jazdę. Nie mieliśmy ustalonej trasy, dopiero w drodze zapadła decyzja, że jedziemy do koleżanki Ani, z którą dawno się nie widzieliśmy. tempo ślimacze, ale nie ważne. Grunt, że sezon już otwarty.


Kategoria Z moją Anią


  • DST 19.00km
  • Czas 01:52
  • VAVG 10.18km/h
  • VMAX 25.70km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zakupy na rynku, wrrrr i zniczomania.

Sobota, 29 października 2011 · dodano: 29.10.2011 | Komentarze 2

Dziś zakręcony dzień, ale cóż tak jest zawsze przed jakimikolwiek świętami w naszym pięknym kraju. Rano zakupy na rynku, gdzie ludzie chodzili jak w amoku ( nikt mi nie wmówi, że w Polsce jest jakiś kryzys ). Święto zmarłych, a ludzie robią zakupy jak na Boże Narodzenie. Po obiadku pojechaliśmy z Anią na cmentarz zrobić porządek na grobie. Tempo iście spacerowe, ale na rowerowych randkach nigdzie nam się nie spieszy :)


Kategoria Z moją Anią


  • DST 127.00km
  • Czas 08:02
  • VAVG 15.81km/h
  • VMAX 39.60km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa na Podlasie dzień czwarty.

Wtorek, 16 sierpnia 2011 · dodano: 20.08.2011 | Komentarze 4

Rano padał deszcz, więc siedzieliśmy w domku i czekaliśmy aż przestanie. O 9 można było wyruszyć w dalszą drogę. Filip bardzo chciał dojechać tego dnia do Choroszczy. Jakoś nie byłem pewien, że byłby to w stanie zrobić, ale czas pokazał że synuś to mały Terminator:) W Ostrowi Mazowieckiej Zaopatrzył się w Lidlu w swoje „dopalacze” tzn. batony mister choco, zjadł rogala z malinowym nadzieniem, po czym ruszyliśmy w ostatni etap podróży. Jest już po żniwach, pola zaorane i rolnicy nawożą pola obornikiem, co Filipowi nie bardzo odpowiadało, ale mówiłem mu: „wdychaj synek to świeże powietrze, bo w Łodzi tego nie będzie”. Za Ostrowią teren był już bardziej pofałdowany, więc Filip wypróbowanym sposobem, podjazdy pokonywał ze śpiewem na ustach. Za Mężeninem na łące spotkaliśmy w jednym miejscu ponad 40 bocianów, a na odcinku ok 500 m naliczyliśmy ich ponad 70 sztuk. Filip był zachwycony, ale najbardziej podobały się mu pasące się na łąkach krowy. Gdy je mijaliśmy, krzyczał do nich: „mućki, muuuuuu”. Jadąc dalej w pewnym momencie śpiewaliśmy już razem: „ my jesteśmy krasnoludki” i takie tam... Gdy dojechaliśmy do Jeżewa Starego, okazało się, że remont, a raczej budowa drogi jest o wiele poważniejsza niż myślałem i musieliśmy objechać Narew dookoła zamiast jechać prosto w kierunku Białegostoku. Jadąc przez Pszczółczyn, Waniewo dziwiłem się jak wiele się tu zmieniło na lepsze, od czasów kiedy zaczynałem swoją przygodę z rowerem. Wyasfaltowane drogi, ładne wiejskie domy i zadbane gospodarstwa. Robiło się już późno i powoli zapadał zmrok. Po dojechaniu do miejscowości Baciuty, skręciliśmy w lewo w kierunku Choroszczy. W tym momencie mieliśmy przejechane 115 km. Nie chciałem ryzykować jazdy z dzieckiem przez nieoświetlone wsie, więc zadzwoniłem do brata, który przyjechał z Chroszczy i zabrał Filipa i jego rower samochodem do siebie, a ja już sam dojechałem rowerem do mojego rodzinnego miasteczka. Licznik wskazał 127 km. Gdy dotarłem do domu brata, Filip był już nakarmiony i rozmawiał z córami Michała (mój brat). Uściskom nie było końca, przecież nie widzieliśmy się prawie 3 lata.

Następnego dnia zabrałem dzieciaki do letniej rezydencji Branickiego, gdzie obejrzeliśmy zabytkowe wnętrza Pałacyku, zrobiliśmy krótki spacer po parku i wróciliśmy do domu.

Kolejnego dnia zabrałem Filipa do Białegostoku. Połaziliśmy po białostockich plantach, wśród fontann, pospacerowaliśmy po terenie Pałacu Branickiego i zabytkowym ogrodzie, którego aranżacja jest teraz zmieniana na bardziej pasująca do czasów, w których żył Jaśnie Pan Branicki.


To był ostatni dzień pobytu u rodziny. Następnego dnia dojechaliśmy rowerami na dworzec w Białymstoku i pociągiem z przesiadką w Warszawie dojechaliśmy do domu, do Łodzi.


Kategoria Z filipem


  • DST 81.00km
  • Czas 05:18
  • VAVG 15.28km/h
  • VMAX 27.10km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa na Podlasie dzień trzeci.

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · dodano: 20.08.2011 | Komentarze 0

W kolejnym dniu wyprawy chcieliśmy dotrzeć do Ostrowi Mazowieckiej, przez Wyszków. Tego dnia było święto, więc sklepy pozamykane. Aby zaoszczędzić trochę czasu, po spakowanie się wyjechaliśmy bez śniadania. Zjedliśmy je dopiero za Serockiem na przystanku. Po śniadaniu mycie ząbków i w drogę. W Wyszkowie zatrzymaliśmy się na sajgonki, bo Filip był już głodny. Zjadł z apetytem całą porcję, dla mnie zostawił tylko trochę ryżu :). Gdy wyjeżdżaliśmy z Wyszkowa, spotkaliśmy kolegę z forum rowerowego ( Globalbus). Pogadaliśmy przyjemnie chwilę i jazda dalej do Łochowa. Za Łochowem trasa w kierunku Ostrowi Mazowieckiej to rowerowy horror. Sznur samochodów i tirów, więc zaraz za Łochowem skręciliśmy w lewo i spokojną drogą przez Brzózę, Grabiny dojechaliśmy do Sadownego. Stąd tą drogą z horroru było już tylko kilka kilometrów do Broku, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg. Po przejechaniu tylu kilometrów należała się Filipowi nagroda, więc wynajęliśmy domek w ośrodku wczasowym. W cywilizowanych warunkach wykąpaliśmy się, zjedliśmy ciepłą kolację, Filip na mp3-ójce wysłuchał codziennej porcji rapu i poszliśmy spać. Tego dnia zrobiliśmy 81 km.


Kategoria Z filipem


  • DST 88.00km
  • Czas 06:13
  • VAVG 14.16km/h
  • VMAX 24.70km/h
  • Sprzęt UNIBIKE VIPER
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyprawa na Podlasie dzień drugi.

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · dodano: 20.08.2011 | Komentarze 0

Następnego dnia po śniadaniu i pożegnaniu się z życzliwymi gospodarzami, pojechaliśmy dalej z zamiarem dotarcia do Serocka. Pozostała część drogi do Sochaczewa była monotonna, jednak przejechaliśmy szybko ten odcinek i za Sochaczewem wjechaliśmy do Żelazowej Woli, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Z tego względu, że Filip w ubiegłym roku już był w Muzeum Fryderyka Chopina i że czas nas gonił, zrobiliśmy sobie po fotce przy bramie muzeum i pojechaliśmy w dalszą drogę. W Kampinosie skręciliśmy na teren Kampinoskiego Parku Narodowego. Tam komarzyska dały koncert. Nie można było zatrzymać się nawet na chwilę. Do tego przed miejscowością Górki złapał nas deszcz. Całe szczęście, że był tam przystanek, na którym przeczekaliśmy ulewę. W Nowym Dworze Mazowieckim zatrzymaliśmy się na jedzonko i dalej w drogę. Dzień powoli się kończył, więc trzeba było rozglądać się za miejscem na nocleg. Jednak jak na złość nic odpowiedniego nie mogliśmy znaleźć. Zatrzymaliśmy się na przystanku koło miejscowości Ludwinowo Zegrzyńskie, gdzie w końcu znów uczynny człowiek pozwolił nam rozbić namiot na swoim podwórku. Uff, było już po godzinie 20, więc szybko rozbiłem namiot, Filip w tym czasie oganiał się od wściekłych komarów, zjedliśmy kolację i poszliśmy lulu. Do Serocka zabrakło nam tylko kilku kilometrów, jednak i tak nieźle nam poszło, bo tego dnia przejechaliśmy 88 km.


Kategoria Z filipem